"Życie nie jest dyskoteką"
Z Elżbietą Zapendowską rozmawia Jarek Wasik

Kto wygra "Idola"?
Nie wiem. Podejrzewam, że ten, kto się będzie podobał publiczności.
Wy - jurorzy, macie typy?
Każdy inne. Ja mam 5.
Którego z jurorów cenisz najbardziej?
Wszystkich cenię, bo każdy jest inny i zwraca uwagę na coś innego, na co ja często w ogóle nie zwróciłabym uwagi. To bardzo  sympatyczne grono.
Ale masz chyba słabość do któregoś z panów?
Do Kuby, dlatego, że jest niezwykle inteligentny, a ja uwielbiam inteligentnych i złośliwych ludzi. Często się z nim nie zgadzam ideologicznie, ale wiem, że to, co mówi, jest głęboko przemyślane.
Czy to dobrze, że "Idol" jest w Polsacie?
Nie wiem. Nie oglądam Polsatu. Nawet nie mam czasu na "Idola", zwykle oglądam jakieś powtórki i fragmenty programu.
 W ten sposób można wypromować gwiazdę?
Chyba tak, ale w normalnym kraju, a ponieważ nasz kraj nie jest normalny, to trudno dać jednoznaczną odpowiedź. Ja mam bardzo złą opinię o firmach, z BMG włącznie, która ma wypromować naszego  idola.
Kto zadzwonił z propozycją współpracy?
Reżyser programu Wojtek Iwański twierdzi, że ja byłam jego pomysłem. Na pierwszym spotkaniu powiedziałam mu, co sądzę na temat polskiej sztuki estradowej i byłam przekonana, że na tym nasza współpraca się zakończy. Potem okazało się inaczej.
Inaczej podchodzisz do pracy np. na konkursie talentów w tzw. "Pcimiu Dolnym"?
Identycznie podchodzę do pracy. Identycznie. Natomiast na festiwalu w  Pcimiu na ogół nie ma możliwości rozmowy i komentarza zaraz po występie. Jeżeli słucha się 70 osób, a potem masz powiedzieć, jak podobała ci się panienka, która śpiewała jako 13, to już nawet nie pamiętasz jakiej płci była ta panienka. W  "Idolu" wszystko dzieje się na bieżąco, więc mam świeże wrażenie i to jest chyba najbardziej cenne, choć może być mylące.
A kamery, światła, obsługa - czy to nie przeszkadza w pracy?
Mnie w ogóle nie przeszkadza nic,  oprócz światła, które mnie oślepia i wtedy w ogóle nie widzę twarzy. Śmieją się ze mnie, że stare baby nie lubią ładnych panienek, a ja nie widzę, czy one są ładne, czy nie, ja po prostu słucham, czy coś umieją.
 Jak wyglądały eliminacje?
Byliśmy w 4 miastach (Poznań, Katowice, Gdańsk i Warszawa), ale nie uczestniczyliśmy w 1 etapie. Przez eliminacje przeszło około 5 tys. ludzi. Łącznie mieliśmy około 20 dni zdjęciowych. Ten program miał już  1 edycję w Anglii, a obecnie jest emitowany w RPA i Szwecji.
"Idol" jest sprawiedliwszy niż "Szansa na sukces", czy "Droga do gwiazd"?
W "Szansie" nie ma komentarzy, więc to jest  zupełnie inny program, natomiast w "Drodze do gwiazd" wszyscy są zagłaskani na śmierć. Wydaje mi się, że to robi więcej krzywdy tym młodym ludziom, ponieważ ich marzenia związane ze śpiewaniem sięgają dużo dalej, niż sam udział w programie. Poza tym pochlebstwo z ust osób znanych powoduje to, że mieszają się im wartości.
Jakie cechy powinien mieć idol?
Powinien być odporny na to, co my mówimy, musi być zdolny, piękny, gustowny, smacznie śpiewać i  jeszcze mieć poukładane w głowie, żeby nie wziąć sobie do serca, że jest idolem, bo idolem jest ktoś, kto wyda 10 płyt i wszystkie świetnie się sprzedadzą. Przynajmniej 10.
Czy nie byłoby dobrym pomysłem, żeby ten program był eliminacjami, w których wyłoniłby się nasz reprezentant na Eurowizję?
To byłby świetny pomysł, ale do tego nie dopuścili by ci, którzy decydują, kto jedzie na Eurowizję.
Będzie druga edycja?
 Jeżeli będzie w Wielkiej Brytanii, to będzie i u nas. Anglicy są właścicielami licencji.
Zapytałem ludzi na stronie internetowej "Idola" jak odbierają Zapendowską. Usłyszałem same superlatywy. Spotykasz się zawsze z takimi  opiniami?
Nie, nie!  Spotykam się z bardzo różnymi opiniami, ale widzę, że będę twoim idolem. Część moich znajomych jest oburzona, jak tak można! Ja tak zawsze postępuję, więc dla mnie to nie jest nic nowego. Jeżeli przychodzi  ktoś do mojej szkoły i nawet go przyjmuję, to mu mówię: najpierw ci powiem, co mi się podoba, ale pamiętaj, że to, że masz ładną barwę głosu, to  nie jest twoja zasługa, tylko genów albo czegoś innego, ale za chwilę ci powiem, czego  nie umiesz.
9 maja napisała na stronie internetowej Berta: "Pani Elu! Jest pani po prostu głupia. Jak moja wicedyrektorka". Poproszę o komentarz.
Bardzo możliwe. Każdy z nas jest trochę głupi jak jakaś  wicedyrektorka. Ja nie będę robić z siebie nastolatki jeśli chodzi o gusta, bo to jest bzdura i mimo tego, że bardzo podoba mi się hip-hop, bo jest autentyczny, nie kupiłabym takiej płyty. Myślę, że staram się być naturalna, a czy głupia, czy mądra, to nie ma znaczenia.
Rozpoznają Cię ludzie na ulicy?
Niestety tak. Najgorsze są wycieczki szkolne. Wczoraj dwóm menelom dałam autograf na ulicy. Bardzo mnie to rozśmieszyło, bo myślałam, że chcą papierosa.
 Zawsze miałaś markę jako nauczyciel śpiewu, ludzie wiedzą, że uczyłaś Edytę Górniak i wielu innych doskonałych piosenkarzy. Czy Twoja marka po programie może jeszcze wzrosnąć?
Nie wiem! Nie za bardzo się tym przejmuję, podobnie jak  tym, że jestem kojarzona z Edytą. Jako nauczyciel miałam naprawdę dużo szczęścia, że trafiłam na takie dziecko, ale ja nie jestem matką sukcesu Edyty, bo na ten sukces pracowało 700 innych osób, które spotkała na swojej drodze . Zawsze mnie to żenuje, jeśli ludzie przypisują sobie priorytet w czyimś sukcesie.
Czy w sztuce trzeba mówić prawdę?
Jeżeli piosenkę będziemy traktować jak sztukę, to przede wszystkim wykonawca musi mieć prawdę w sobie, która przenosi  się na publiczność.
Muszę zapytać, jak podobał Ci się tegoroczny festiwal?
No... bardzo mi się podobał. Stwierdziłam, że na trzeźwo nie da się tego oglądać. Mogę powiedzieć, że festiwal mnie upoił. Już nawet Fryderyki przy całej swojej żenadzie, były o niebo lepsze! Żal mi tego, że Opole kiedyś mnie tak bardzo przejmowało, że umiałam się z 17 razy wzruszyć, a teraz czekam na to, żebym mogła wzruszyć się chociaż raz.
 W tym roku festiwal był po raz 39. Od której edycji go pamiętasz?
Od pierwszej. Pamiętam, że nie miałam pieniędzy na bilet, stałam pod amfiteatrem i zaglądałam przez płot. Byłam wtedy bardzo młoda.
 Jest taki koncert  z tych prawie 40 lat, który zasługuje na Twoje uznanie i pamięć?
Ostatni koncert, który był etapem końcówki myślenia w tym mieście na temat festiwalu, to "Zielono mi", koncert poświęcony Agnieszce Osieckiej. Na całe szczęście nagrałam go na video, więc jak już festiwal zaczyna mnie mierzić, to wkładam tę kasetę do magnetowidu i oglądam go po raz kolejny. To był przejmujący i mądry  koncert, publiczność była skupiona i niektórych piosenek słuchała w totalnej ciszy, ale oczywiście nie brakowało tam też śmiechu i szaleństwa. Życie nie jest dyskoteką, a tegoroczne Opole było jedną wielką dyskoteką robioną na siłę.
Czyja to jest wina?
Nie wiem. Myślę, że jednak telewizji, choć bez niej Opole by nie zaistniało. Wydaje mi się, że dyrektor festiwalu nie jest mądrym człowiekiem i nie myśli dobrze o przyszłości polskiej piosenki. 90%  utworów, które zostały dopuszczone do Premier, czas zetrze na pył. O większości z nich już dziś nie chcę pamiętać.
Żal Ci, że wyjechałaś z Opola?
W ogóle mi nie żal. Wracam do tego miasta z wielka przyjemnością, bo jest bardzo śliczne i z ogromną ochotą spotykam się z paroma osobami, które tam mieszkają do dziś.
Z kim?
Z Krzysiem Nurkiewiczem, Jurkiem Falkiewiczem, Ewą Żołędziewską, Anią Panas i Bolkiem Krasnodębskim. Czasami też spotykam się z Krzyśkiem Pumą - Piaseckim, mimo tego, że jest pokłócony ze wszystkimi. To są ważne osoby, które zaistniały w moim życiu. Nie ważne, jak długo się nie widzieliśmy, to nie ma żadnego znaczenia, bo nasze rozmowy i tak nigdy nie mają końca.
Jak już rozmawiamy szczerze, to muszę zapytać o Studio Singers. Nie żal Ci tego, że zespół w pierwotnym składzie przestał istnieć?
Strasznie mi żal. To była fajna kapela, ale potem nastąpiły małe elementy brzydkich zachowań w stosunku do mnie, które "leżą mi na sercu", ale nie na tyle, żeby o tym myśleć. Myślę o tym raz do roku, nie częściej.
Kto wymyślił Studio Singers?
Spotkaliśmy się z Jackiem Mełnickim przypadkowo. On miał u mnie  mieszkać, wynajmować pokój, o czym nie wiedziałam, bo załatwiła to moja mamusia. Wtedy padł pomysł stworzenia grupy wokalnej. Ponieważ ja kiepsko robię wszystkie aranżacje, bo się na tym nie znam (żadna baba tego nie robi oprócz paru wyjątków na świecie), nastąpił więc podział ról: Jacek zajmował się tymi sprawami, a ja organizacją prób i koncertów.
Skład zespołu był stabilny parę lat, a potem zostałam obrażona, więc odeszłam, grupę przejął ktoś inny i to już chyba  powoli był koniec Studia.
Czym zajmujesz się w tej chwili? Poza "Idolem" oczywiście.
Program kończy się niebawem. Jeśli będzie 2 edycja, to na pewno zaproszą do współpracy jakichś innych, kolorowych ludzi. W tej chwili przygotowuję musical w oparciu o muzykę Seweryna Krajewskiego i libretto Andrzeja Strzeleckiego, który jest równocześnie reżyserem tego spektaklu. To będzie opowieść o tym, jak stare ramole spotykają się na szkolnym zjeździe i  wspominają lata szkolne, wszystkie konflikty oraz figle, które spłatał im los. W przedstawieniu, poza aktorami zagrają uczestnicy i laureaci programu "Droga do gwiazd", a musical będzie grany w całej Polsce w teatrach i amfiteatrach.
Poza wygraną w totolotka, czego można Ci życzyć?
Domku na wsi - czyli wygranej w totolotka. Będę tam miała kury i mnóstwo płyt Bacha.