"Podwójne życie Katarzyny"
Z Kasią Pysiak - wokalistką grupy Freedom Nation
rozmawia Jarek Wasik

Jak się śpiewa w zespole, w którym gra aż 13 muzyków?
To jest świetna sprawa. Masz dobre plecy, bezpieczeństwo. Ze mną śpiewa jeszcze paru wokalistów, więc mam  maksymalne poczucie szczęścia. Śpiewasz, grasz - wszystko na luzie. Dobrzy muzycy plus wokaliści: taki zestaw mi odpowiada.
Łatwo jest mieć tak liczny zespół żyjąc w Polsce?
Oj, nie! Niestety już się o tym przekonaliśmy, ponieważ zagraliśmy stosunkowo mało koncertów, gdyż właśnie głównym, prozaicznym problemem była kwestia tych kilkunastu osób, na które nigdy nie było pieniędzy. W związku z tym Freedom Nation ewoluuje personalnie.
 Do ilu okroicie z trzynastu?
Dziewiątka - dziesiątka (śmiech).
Miksera zostawiacie?
Owszem. Michał Przytuła jest głównym gwoździem programu. Napaliliśmy się na niego wszyscy i na bank będzie miksował z nami podczas koncertów.
Czy ty się obruszasz, gdy ktoś nazywa Cię chórzystką?
A skąd! To jest przywilej. Ja przypuszczam, że niejedna gwiazda zazdrości nam, że śpiewamy w chórkach. Ewa Brahun, Ola Chludek i ja śpiewamy w tak różnym składach, tak różną muzykę i nagrywamy takie różnorodne płyty, że to chyba jest do pozazdroszczenia.
Szczególnie, że macie etat w Budce Suflera, więc te parę koncertów w miesiącu jest pewnych...
 Tak, to jest komfort i nie ukrywam, że traktuje to zajęcie priorytetowo.
Możesz zdradzić, czy to prawda, że Budka ma podpisane kontrakty koncertowe na dwa lata wprzód?
Nie wiem, czy na dwa lata, ale na pewno na kilka miesięcy, gdyż są to zwykle koncerty bardzo duże. Przypuszczam, że tak może być z koncertami zagranicznymi.
Zwiedziłaś już z zespołem parę ciekawych miejsc na świecie?
Te miejsca są bardzo piękne i jest ich sporo. Sam wyjazd do Stanów był niesamowity, bo jechałam tam nie tylko rekreacyjnie, ale żeby zagrać koncerty!
Nowy Jork i Chicago odwiedziliśmy parokrotnie. Byliśmy w Kanadzie. Zagraliśmy tam bardzo dobrze i przy okazji zwiedziliśmy parę pięknych  zakątków. Niagara - to są tak zwane sytuacje totalne.
Czy można powiedzieć, że w wolnym czasie grasz z Freedom Nation i że to jest inna bajka?
Oczywiście, że tak. To jest moje podwójne życie Weroniki. Z Budką mam swoje  sprawy, ciekawe życie i super pracę, którą bardzo cenię i szanuję, bo uwielbiam grac z nimi koncerty i nagrywać płyty, a Freedom Nation to zupełnie inna strona, odskocznia, zupełnie inna muzyka i ludzie. Całkiem inny duch temu towarzyszy.
Wy towarzyszyliście za to, prawie wszystkim gwiazdom polskiej estrady podczas koncertu jubileuszowego z okazji 75-lecia Polskiego Radia. Pamiętasz to?
Czuliśmy się bardzo wyróżnieni, że zaproszono nas do tego koncertu.  Graliśmy wspólnie z Marylą Rodowicz, chłopcy aranżowali utwory dla Ewy Bem. To był dla nas kop do przody i nobilitacja, że radio z taką tradycją zaprasza nas do współpracy.
Ile lat miał wtedy wasz zespół?
Roczek.
 A jak się grało?
O Jezu. Świetnie. To dzika rozkosz zaśpiewać wspólnie z Ewą Bem.
Kiedy będzie nowa płyta Freedom Nation?
W tym miesiącu jedziemy wszyscy do Olsztyna, nad jezioro i tam będziemy kombinować. Paweł Zarecki  i Grzesiek Piotrowski mają już sporo gotowych rzeczy, więc na zielonej trawce będziemy tworzyć, śpiewać i nagrywać, żeby potem z wielkim luzem pracować w studiu.
Zaśpiewasz kiedyś po polsku?
 Na płycie Freedomów? Zastanawiamy się nad tym, ale raczej nie. Ale zaśpiewam na pewno.