PANI KRYSTYNO, SŁUCHAM PANI JUŻ ZE STO LAT! -
z Krystyną Prońko rozmawia Jarek Wasik

Lubi Pani, kiedy ktoś zwraca się do Niej: Pani Profesor?
Nie, nie lubię. Do tej pory  prowadziłam warsztaty, ale od tego roku akademickiego rozpoczęłam zajęcia indywidualne ze studentami Uniwersytetu im. Marii Curie - Skłodowskiej w Lublinie. Zdaję sobie sprawę, że nauka śpiewu jest bardzo trudnym i żmudnym zajęciem, bo to  nic innego, jak nauka wyobraźni, dźwięku, poznawania własnego ciała.
Co zrobi Krystyna Prońko - wykładowca, żeby jej uczniowie nie kopiowali Krystyny Prońko - piosenkarki?
W dużej mierze zależy to ode mnie, ale jeszcze w większej od ucznia, bo to on musi sobie wyobrazić, co chce w życiu robić. Nauczyciel powinien być tylko przewodnikiem.
Pamięta Pani swoje festiwale? Który jest najbliższy pani sercu?
To trudne pytanie, ponieważ festiwale na których był konkurs, a na takich głównie występowałam, po prostu nie lubię, więc żaden mi nie jest bliski. Moja praca jest dwoista. Większość publiczności kojarzy mnie z muzyką rozrywkową, a jakaś część z jazzem, który jest dla wybranej  garstki ludzi, z niewiadomych dla mnie zresztą powodów. Najlepiej wspominam chyba festiwale jazzowe.
Ale Opole uhonorowało Panią  główną nagrodą w konkursie Premier w 1987r. wspólnie z grupą Moment. Do dziś przecież ta piosenka jest emitowana w radiu...
Ja jej nie słyszałam. Chodzi zapewne o "Czekamy na wyrok"? Nie dużo brakowało, a byłby ostatnio zapadł. Obecnie trudno powiedzieć, co się zdarzy. Nagroda się zdarzyła. Tak. To był trochę mój skok w bok. Antoni Kopff, który wymyślił tę grupę, zadzwonił do mnie, gdy byłam na kontrakcie i zapytał, czy byłabym zainteresowana. Po powrocie spotkałam się z Majką Jeżowską i Piotrem Szulcem i nagraliśmy tę piosenkę. Potem była nagroda, parę koncertów składankowych. Zresztą wszystko miało swój początek w Mrągowie, gdzie w tym składzie wykonywaliśmy amerykańskie przeboje.
Dużo było zagranicy w Pani życiu?
Dużo. Wiele czasu spędziłam w Skandynawii i Niemczech. Najkrótszy wyjazd trwał miesiąc, najdłuższy dwa razy po trzy miesiące. To trwało kilka lat, dopóki nie poczułam, że jestem zmęczona.
Jeździła Pani za ocean?
Tak, ale na krótko. Kiedyś te wyjazdy bywały atrakcyjne, bo był inny przelicznik złotówki do dolara.(śmiech) Obecnie stały się raczej przyjemnościowe. Mogę powiedzieć, że byłam w bardzo wielu miejscach na świecie wyłączając Amerykę Południową i Afrykę.
 Komponuje Pani przy instrumencie, czy nagle to Panią dopada?
Czasem chodzi mi po głowie myśl : muszę coś zrobić, muszę coś zrobić...więc gdy siadam do fortepianu, zwykle coś przychodzi. Najlepsze są piosenki, które wypadają z rękawa.
A próbowała Pani pisać teksty?
Broń Boże! Ja tego nie umiem robić! Skoro to wiem, to znaczy, że próbowałam.
Czyli lepiej dać szansę Jackowi Cyganowi lub Bogdanowi Olewiczowi?
 Może niekoniecznie tym dwóm, ale na pewno jakiemuś zawodowcowi.
Co może poruszać w dzisiejszej polskiej muzyce?
Kupiłam ostatnio parę płyt, ale nie będę o tym mówić. Na pewno w tej chwili jest za mało naszej muzyki w rozgłośniach radiowych, nie mówiąc już o telewizji, w której poza zapraszanymi z wielką pompą artystami z Florydy czy Los Angeles, nie ma nic. Być może te gwiazdy są na topie, ale za dwa lata nikt o nich nie będzie pamiętał.
Takie  zapychanie okienek telewizyjnych nikomu nie służy, a już na pewno nie naszemu środowisku ani publiczności. Podejrzewam, że ktoś tu robi interes, tylko nie rozumiem, dlaczego ten interes nie jest polski. Tłumaczenie, że trzeba płacić prawa  autorskie jest bzdurne, bo przecież i tak je trzeba zapłacić.
Nie wszyscy wiedzą, że kocha Pani psy.
Mam dwa, które są ze mną od szczeniaka i dokonają przy moim boku żywota.
Jaka to rasa?
To nie są rasowe psy, to są kundle, pies i suka. Zwierzęta towarzyszą mi od dzieciństwa, pamiętam, że od zawsze były przy rodzicach.
Nie jest trudno dbać o zwierzęta uprawiając taki zawód?
A co to ma wspólnego? One nie zostają w domu. Jeżdżą na  koncerty. Przecież to są dorosłe psy. Kładą się w garderobie pod kaloryferem i zasypiają, a gdy przestaję śpiewać, budzą się.
Jak się Pani zapatruje na obecną sytuację w Polsce?
Zdziwiło mnie ostatnio najbardziej to, że tak  dużo ludzi nie idzie głosować. Przecież to od nas zależy, co będziemy tu mieli, a nie od tego, jak będą rządzić politycy, bo oni muszą się ze sobą dogadać. Oni nie mają wyjścia, a to, że ludzie nie poszli, dziwi mnie i wkurza. Dla kultury  czasy są niezbyt przychylne, tym bardziej, że w naszych warunkach rynkowość kultury się nie sprawdza. I nie będzie się sprawdzała, zwłaszcza po tych sytuacjach, które zafundowały rozgłośnie i koncerny płytowe, organizując koncerty i spędzając ogromne ilości ludzi...
Za darmo...
Za darmo. Tak . To jest nic innego, jak przyzwyczajanie ludzi, że można coś za darmo dostać, a przecież tak  naprawdę za darmo nie ma nic.
 Jaka będzie Pani najnowsza płyta?
To jest płyta, do której prawie w całości napisałam muzykę, z małymi wyjątkami, bo "jesteś lekiem na całe zło" też tam będzie. Może to brzmi niezręcznie, ale stwierdzam, że fajnie się tego  słucha.
Krystyna Prońko ma marzenia?
Dokończyć projekty i wyjechać na wakacje do ciepłych krajów. Daleko stąd.
Bycie osobą publiczna przez tyle lat dało się we znaki?
To przeszkadza na początku, ale jak się  człowiek zreflektuje, to przestaje zwracać na to uwagę. W tej chwili uśmiecham się do ludzi, odkłaniam się na ulicy, podejmuję rozmowę. Na dodatek jeżdżę po Warszawie tramwajami, bo bardzo denerwują mnie korki, więc to jest dodatkowa atrakcja.
Pewnego dnia idąca z naprzeciwka kobieta wykrzyknęła: "o Jezus Maria, jak ja panią lubię, słucham pani już ze sto lat"!
Obie wybuchłyśmy śmiechem, gdy powiedziałam, że najprawdopodobniej wspólnie tyle nie mamy.