“ESEMESY” z Januszem Onufrowiczem - aktorem i autorem rozmawia Jarek Wasik

W ilu odcinkach wcieliłeś się już w rolę policjanta?
Nie mam pojęcia. Nigdy tego nie  liczyłem. Mogę tylko powiedzieć, że zacząłem się pojawiać od ósmego odcinka, ale nie wiem, który teraz był emitowany.
Na jak długo masz ten etat?
To nie jest etat. Zapytałem kiedyś producenta, jak to długo jeszcze będzie trwało, a on mi odpowiedział:, "At mortum defecatum" (co oznacza: do usranej śmierci). Dopóki ten serial będzie miał oglądalność, to "etat" mam raczej pewny.
Posterunek nie zostanie zlikwidowany?
Nic mi o tym nie wiadomo. Posterunek ma walor komediowy, wiec się dobrze sprzedaje. A! Jeszcze sprawy romansowe.
Ale wątki romantyczno - romansowe należą raczej do ciebie.
Na komisariacie? Nie tylko. Przecież jest jeszcze komendant. I Marylka - czyli Ania Przybylska. Wszyscy te wątki obsługujemy.
W którym roku zdałeś do szkoły teatralnej?
W 1990. Dostałem się za trzecim razem do łódzkiej Filmówki.
A po szkole miałeś propozycje?
To był cudny czas. Nieczęsto opowiadam o tym momencie. Dostałem wtedy bardzo dobre propozycje, choć dokonałem złego wyboru. To było tak: całą szkołę marzyłem o etacie w Teatrze Studio w  Warszawie. I udało mi się to. Równocześnie dostałem propozycję z Teatru im. Jaracza w Łodzi od Jerzego Gruzy i na dodatek w to wszystko wmieszał się Adam Hanuszkiewicz, który zaproponował mi rolę Gustawa w II I IV części Dziadów, bo robił spektakl o Mickiewiczu w Teatrze Nowym.
(przychodzi do Jasia sms)
Każdy młody aktor  wariuje, gdy dostaje propozycje zagrania Hamleta, Gustawa i tego typu ról. Zapowiadało się bardzo obiecująco, więc zrezygnowałem z etatu i związałem się z teatrem Hanuszkiewicza, wiążąc nadzieje na przyszłość. Źle zrobiłem. Spektakl okazał  się niewypałem, delikatnie mówiąc. Nie żałuję swojej decyzji, ale z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że źle wybrałem. Odszedłem po dwóch sezonach, za ogólnym porozumieniem stron.
Osiadłeś w Warszawie?
Tak, ale nie mam szczególnego sentymentu do tego miasta, bo urodziłem się w Opolu, studiowałem w Łodzi, a do Warszawy wyniosłem się z rozsądku. To był wyjazd za chlebem.
Przez telewizję teatr zszedł na drugi plan?
O teatrze marzyłem od  zawsze, ale nie ma co ściemniać po szkole było dobrze, a potem nastąpił zjazd i przez dwa lata nie miałem pracy w swoim zawodzie. Dorabiałem w knajpie, zacząłem na poważnie pisać, jeździłem też grać bajki dla dzieci.
 Przyjechał chłopak z prowincji do Warszawy...
Którego nie stać na to. Jak musisz sobie poradzić, a nie umiesz kopać węgla w kopalni, to trzeba kombinować. Z rynkiem reklamowym miałem mało do czynienia, jeśli już to raczej wymyślałem  reklamy, niż je nagrywałem.
Więc jak zapanowałeś nad sytuacją? Chodziłeś na castingi?
Chodziłem i mówiłem: jestem młody, zdolny i dajcie mi pracę. Nie ma co ukrywać, że z większym luzem zacząłem żyć od  "Złotopolskich".
Zadzwonił telefon?
Nie. To była konsekwencja mojego chodzenia ze zdjęciami w różne miejsca. Zaowocowała współpraca podczas wcześniejszych wakacji z Jerzym Łukaszewiczem, u którego dostałem parę dni  zdjęciowych w kręconym przez niego serialu, bowiem ten sam producent rozpoczął pracę nad historią rodziny Złotopolskich. Na początku była taka możliwość, że miałem grać rolę Mirka Gabriela - którą odtwarza Radek Elis, bo jego rektor Jan Englert nie wyrażał zgody by w trakcie szkoły teatralnej grał w telenoweli. W końcu scenariusz został tak napisany, że Mirek wyjechał do Stanów, a ja w związku z tym wylądowałem na posterunku.
 Oprócz grania także piszesz. Jesteś poetą czy autorem tekstów?
(przychodzi do Jasia sms) Wiersze piszę dla siebie i chowam do szuflady, a teksty piosenek, to są po prostu teksty piosenek i już. Pierwszą osobą, dla której napisałem  była Kasia Groniec. Było to dziewięć utworów, lecz niestety, nie ukazały się nigdy na płycie. To było dawno. Z rzeczy, które się ukazały mogę wymienić piosenki moich przyjaciół z zespołu Policjanci. Czuję się zresztą członkiem grupy i  bardzo kocham muzykę, którą tworzą. Potem zgłosili się do mnie między innymi: Grejfrut, Alicja Bachleda - Curuś i Ewa Bem - jej płyta niebawem, choć ja pracowałem nad tymi piosenkami w zeszłym roku. Bardzo długi jest proces wydawniczy,  więc gdy ja zapominam już o wykonanym zadaniu, nagle w radiu słyszę tekst, który napisałem. W tej chwili pojawiła się piosenka Ewy Bem pt."Esemesy", jest jedną z sześciu, które napisałem. Obecnie rozpocząłem współpracę ze Zbyszkiem Wodeckim.
Lepiej się żyje z grania czy pisania?
Z pisania na razie nie żyję, bo zanim do autora docierają pieniądze, to droga jest długa, bo wpierw musi zostać wydana płyta, potem wyemitowana w radiu, a dopiero na  końcu ZAiKS rozlicza się z tobą. Bardzo rzadko zdarza się, że ktoś przychodzi i kupuje piosenkę za gotówkę. Chciałbym, żeby tak było, ale jeszcze nie nadszedł ten czas, więc na razie utrzymuję się z grania.
 Zakładając sytuację, że przychodzi do ciebie piosenkarz i chce tekst: ile chciałbyś...?
A wydrukujesz to?
Oczywiście.
To ja ci nie powiem, bo dżentelmeni nie rozmawiają o pieniądzach.
 Pytam tylko po to, by zorientować się, czy da się twórczość przełożyć na pieniądze.
To zależy. Niektórzy na przykład chcą odkupić ode mnie tekst ze wszystkimi prawami. Zaczyna się powoli robić taka sytuacja, że mam bardzo dużo pracy  jako tekściarz, więc będę musiał po prostu odmawiać. Nie ze wszystkimi chcę współpracować, więc być może niektórzy będę musieli mnie podkupić.
Napisałeś cos dla siebie?
To jest moje hobby. Czasem siadam z gitarą i śpiewam. Raz  w roku pokazuję się na Ogólnopolskim Przeglądzie Piosenki Autorskiej w Warszawie i tam po prostu śpiewam swoje teksty.
Bliższy jest ci Festiwal Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu czy Festiwal Gwiazd w Międzyzdrojach?
Obydwa są mi dalekie. Ale jeśli miałbym odpowiedzieć żartem, to bardziej Przegląd we Wrocławiu, dlatego, że byłem tam dwukrotnie, a w Międzyzdrojach nie. Zresztą nie zasmakowałem w konkursie piosenki aktorskiej, ani on we mnie.
 Gdybyś mógł złożyć wymarzoną obsadę...
Ale w filmie czy w teatrze, polską czy zagraniczną?
Układaj sobie obsadę, jaką chcesz.
Stary! Zastrzeliłeś mnie tym pytaniem. W teatrze bardzo chciałbym współpracować z  Grzegorzewskim, Jarzyną, Warlikowskim i Lupą, a w filmie, gdybym mógł zaszaleć, to na pewno z Hoffmanem, Pacino i De Niro.
Jakieś laski?
 Laski czy aktorki? (śmiech) Meryl Streep, Cameron Diaz, Angelina Jolie - jest ich bardzo wiele.
Dużo wysyłasz esemesów?
O tak. Był taki miesiąc, ze wysłałem ponad trzysta. To jest tajemnicza forma przekazu, poza tym  oszczędniejsza niż telefon. Jest po prostu dobra do flirtowania.
"wysyłam sms
literka po literce
to moje sos
w skrócie ja i moje serce".