"Kicz to pojęcie względne!"
Z Anną Wyszkoni - wokalistką grupy Łzy rozmawia Jarek Wasik

Gdybym zadzwonił i zapytał: "dzień dobry, czy mogę z Agnieszką"...?
To powiedziałabym: pomyłka!
To jednak proszę z Anią...
Nie ma sprawy. Słucham.
Przepraszam, że tak od razu "prosto z mostu", ale słyszałem, że Wy jesteście z tych, którzy nie grają dla kasy. Czy to prawda?
Wszystko można wypośrodkować. Przyjemnie jest robić coś, co się lubi i przy okazji zarabiać, ale wiem na pewno, że nie gralibyśmy piosenek, które nie są nasze, których nie lubimy, tylko po to, żeby mieć pieniądze.
Czy sukces w postaci 1 miejsca na  "Liście 30 Ton" lub otrzymania "złotej płyty" musi się przekładać na pieniądze?
(śmiech) To się nie musi przekładać na pieniądze, ale fajnie jak się przekłada.  Wiadomo, że trudno oszukiwać innych, że nic nie chcemy z tego mieć, że mamy w nosie pieniądze.
Za każdą pracę należy się wynagrodzenie - to oczywiste, ale ja Cię pytam o mechanizm, który powoduje, że po sukcesie koncert zaczyna kosztować np. 50 tys. złotych.
Powiem jak jest z nami. My jako zespół wydaliśmy sami swoją płytę, stworzyliśmy własną firmę. Mamy wszystko na co sobie zasłużyliśmy i nikt nas nie okrada. Nie mamy kontraktu z żadną firmą fonograficzną poza dystrybucyjnym.
 Sami dbacie o Wasz wirtualny wizerunek?
Stroną internetową i wszystkim, co z nią związane zajmuje się zaprzyjaźniona z nami osoba.
Jak się zaczęła Twoja przygoda z muzyką?
To było dawno! Mogę powiedzieć, że muzykę  kocham od dziecka, a z zespołem współpracuję już 6 lat. Ja jestem w zespole dzięki Dawidowi, który spotkał Adama na imprezie, gdzie postanowili wspólnie działać i poszukać wokalistki. To było w Pszowie. Wszyscy pochodzimy z tamtych okolic.
Czyli potwierdza się teoria, że na Śląsku wiele osób muzykuje i dlatego jest tam tyle klubów, świetna Akademia Muzyczna...
My akurat nie jesteśmy szkoleni, każdy z nas jest samoukiem, choć ja brałam udział w różnego rodzaju warsztatach wokalnych. Myślę, że faktycznie na Śląsku jest wielu ludzi, którzy grają i śpiewają i robią to naprawdę szczerze. Nie myśląc o wielkiej karierze, zaczynaliśmy od grania w małych klubach i to w tej chwili procentuje, bo najlepszą promocja w Polsce są koncerty.
Ile ich zagraliście dotychczas, jak myślisz?
Na pewno ponad 250. W najbliższym czasie też będzie ich sporo, ale w marcu przerywamy występy, na rzecz nagrania trzeciej płyty.
 Jak dajesz sobie z tym wszystkim radę, mając półtora miesięczne dziecko?
To się robi tak, że się bardzo kocha. Gdybym musiała wybierać, wybrałabym oczywiście rodzinę, bo w tej chwili mój syn Tobiasz jest dla mnie na pierwszym miejscu.
Kiedy są imieniny Tobiasza?
Szczerze mówiąc nie wiem. Bardzo nam się podobało to imię, poza tym u nas częściej jednak obchodzi się urodziny. Muzykę kocham ponad życie, a ponieważ mam cudowną mamę, mogę sobie pozwolić na krótki wyjazd, wiedząc, że dziecko jest bezpieczne.
Pamiętasz "koncert życia"?
To był mój pierwszy występ z zespołem Łzy w Pszowie we wrześniu 1996r.
Nawet mój brat po koncercie powiedział, że nie zdawał sobie  sprawy, że tak potrafię śpiewać. To jest bardzo miłe uczucie, gdy widzisz, że ludzie doceniają to, co robisz.
Słyszałaś o artykule w Polityce pt.: "Łzy ich Trojga"?
To był ten o kiczu?
 Tak. Wytłumacz mi, co to jest kicz - rock?
Kicz to jest pojęcie względne. My gramy to, co nam się podoba, co widocznie podoba się ludziom. Nie wiem, jak się ustosunkować do tego artykułu. Osobiście też nie słucham Ich Troje, ale  osiągnęli sukces i widocznie czymś na niego zasłużyli.
To dlaczego jesteście z Nimi kojarzeni? O co chodzi?
Trudno powiedzieć. Być może chodzi o czas, w którym nasza i ich popularność zaczęła wzrastać. Ja osobiście nigdy nie porównywałabym się do Ich Troje, bo gramy ostrzej (kto zna całą płytę, to wie) i zupełnie coś innego, a poza tym nasza muzyka jest dla węższego grona odbiorców. Wiem, że ludzie często nas porównują.
 Występowaliście na wspólnych imprezach?
Nie. Mieliśmy raz grać, bodajże w Katowicach, ale do tego nie doszło.
Co to są łzy?
Wyraz uczuć: wzruszenia, smutku i radości.
Możesz podać sposób na łzy?
 Nie ma takiego. Każdy ma swój.
Łzy i On...
To się zdarza często.
Łzy i Ona...
Na to hasło musiałby odpowiedzieć ktoś inny.

Łzy o sobie - Ania o Łzach

Adam Konkol - rocznik 1975 - gitarzysta, lider zespołu - mówi o sobie, że ma smutne usposobienie, dlatego lubi kolor czarny, a na jedną ze swoich słabości wskazuje dziewczyny w sukienkach o tym kolorze. "Moją motywacją jest miłość do wszystkich ludzi. Oprócz muzyki nie mam żadnych zainteresowań."
Ania: Zabije mnie, jak przeczyta. Był taki moment, że nie mogliśmy się dogadać, coś się nie układało,  to był chyba w ogóle trudny dla Adama moment, natomiast w tej chwili świetnie się dogadujemy. Myślę, że służy mu niezależność i samodzielne życie.

Arek Dzierżawa - rocznik 1976 - basista - Za jedną ze swoich głównych zalet uważa upór, a wad - bierność.
Ania: Arek zawsze był poważny, ale teraz spoważniał jeszcze bardziej. Ożenił się, wspólnie z żoną czekają na dziecko. Mogę powiedzieć, że Arek jest w zespole najpoważniejszy... oprócz mnie. (śmiech)

Dawid Krzykała - rocznik 1977 - perkusista - Ma słabość do wysokich brunetek, dobrego jedzenia i picia. Jego motywacją do życia jest dążenie do sukcesu.
Ania: Perkusista to jest swojski chłop. Też się ożenił, w zeszłym tygodniu byliśmy na jego ślubie.

Adrian Wieczorek - klawiszowiec - brak danych.
Ania: Żeni się w czerwcu, mam nadzieję, że będziemy się nieźle bawić.

Rafał Trzaskalik - rocznik 1976 - gitarzysta - "Wszystko mnie interesuje trochę i chwilowo, ale mam słabość do motocykli i dobrego piwa. Moją największą wadą jest chyba spóźnianie się do pracy i odkładanie wszystkich spraw na później".
Ania:  Rafał jest naprawdę bardzo w porządku. Tak się składa, że nie ma jeszcze dziewczyny, więc jest zupełnie w innej sytuacji niż wszyscy.