"3 razy dotknąć drewno"
Z Tomaszem Kamelem - prezenterem TVP1 - rozmawia Jarek Wasik

Kogo ostatnio przepytywałeś?
Dzisiaj rozmawiałem z trójką młodych harcerzy, którzy wybierają się w rejs dookoła świata, choć nigdy jeszcze nie podjęli się wyprawy żeglarskiej na taka skalę. Pomagałem im znaleźć fundusze.
A kiedy byłeś przepytywany?
Ostatni raz udzielałem dużego wywiadu do VIVY, z miesiąc temu.
Co jest przyjemniejsze...
Kiedy ja zadaję pytania! Wielu kolegów po fachu uważa, że w tę stronę jest łatwiej, że wręcz czują się dziwnie zagubieni, gdy muszą odpowiadać na pytania, zadawane przez kogoś innego.
Jaki jest sposób na łączenie dziennikarstwa z "byciem gwiazdą"? Telewizja ma przecież moc kreowania indywidualności.
Ciężko mi jest powiedzieć, żebym świadomie łączył te rzeczy, bo żyję dość normalnie. Wiele spośród osób, które zdarzyło mi się spotkać przygotowując materiały dla telewizji reagowało zabawnie traktując mnie jak człowieka, który nawet w danym momencie mówi do nich...z telewizora, ale po chwili udawało się przełamywać tę barierę.
Są miejsca, w których w zupełnym spokoju możesz wypić kawę?
Pewnie są... Tak. Tylko nasuwa się pytanie, co to jest "zupełny spokój". Zdarza się często, że ludzie zwracają uwagę na kogoś, kto pojawia się w telewizji dosyć systematycznie, ale po prostu tylko patrzą, co niekoniecznie musi oznaczać od razu "klepanie po ramieniu", czy nawet proszenie o autograf. Ja wiedziałem w co się pakuję i owa rozpoznawalność mi nie przeszkadza.
A w Jeleniej Górze?
Tam jest wesoło! Ciężko jest przejść przez centrum miasta, trwa to zwykle długo, ludzie na głos komentują, czy to ja, czy nie ja, niektórzy bez skrępowania głośno wymieniają moje imię i nazwisko - wszystko to jest dość zabawne, póki mnie nikt nie bije... (śmiech).
Byłeś tam tylko do końca liceum?
Nie! Mieszkałem  25 lat! Tam pracowałem w radio, studiowałem, chodziłem do szkoły w Karpaczu. Mogę powiedzieć, że wstęp do całego dorosłego życia na poważnie miał miejsce  w górach.
Tam są rodzina i przyjaciele?
Mój ojciec mieszka w Monachium z całą swoją częścią rodziny, mama i babcia mieszkają w Jeleniej Górze.
To było marzenie, czy konkretny, realny plan, żeby pracować w telewizji?
Nuda. Wielokrotnie o tym mówiłem. Ja się boję nudy w życiu, a w Jeleniej, która jest cudownym, ale małym miastem, miałem wrażenie, że wszystko już zrobiłem. To jest kochane, ciepłe, piękne miejsce, ale było mi tam już za ciasno. Kiedyś będąc u mamy zobaczyłem jakiegoś faceta mówiącego w telewizji o czymś wesołym i pomyślałem, że mogę to robić dokładnie tak samo jak on bez najmniejszych problemów. Wpadłem wtedy na pomysł, żeby przyjechać do Warszawy, od początku wiedziałem, że chcę być prezenterem i że ma być to Jedynka. Czułem, że od tego może się wiele zacząć.
To się idzie na casting?
Jak jest, to się idzie. Ja przyszedłem z ulicy i powiedziałem: ludzie, jestem, weźcie mnie.
Ale jak wchodziłem tu na Woronicza, to byli Ci panowie, co pilnują, żeby nikt nie wchodził. To im się mówi, że się chce zrobić karierę?
Można np. dołączyć do dużej grupy widzów idących na nagranie jakiegoś programu, albo powiedzieć, że właśnie się zapomniało przepustki, ewentualnie zdobyć przepustkę. W tym ostatnim pomogła mi żona kolegi, która tu pracowała.
Co Cię drażni w tej pracy?
Ja dość pozytywnie patrzę na życie i generalnie ciężko mi jest coś takiego znaleźć. Ta praca nie jest oczywiście tak łatwa, jak to się czasem wydaje, bo czasami człowiek słania się ze zmęczenia, a mimo to robi dobrą minę. Widzów  nie interesuje, że akurat boli mnie głowa, kiedy mam dyżur, mam być dla nich najlepszy!
Mówisz, że jesteś pozytywnie nastawiony do życia, ale jak już się zdarzy tzw. zły dzień, to masz na to jakiś prywatny sposób?
Mike Oldfield, kiedy z nim rozmawiałem powiedział, że dotyka wtedy drewna trzy razy. Czekam na moment, gdy się wkurzę i pomacam wtedy drewno.
Jak pada deszcz, to wybierasz książki, czy telewizję?
Książki. Moja dziewczyna jest pod tym względem dużą inspiracją, regularnie podrzuca mi coś, co dawno powinienem przeczytać, a jeszcze tego nie zrobiłem. Ostatnio dostałem biografię Billa Gates'a i sprawnie przez nią przebrnąłem, ale tak naprawdę w wolnych chwilach najchętniej oddaję się słuchaniu dobrej muzyki.
Masz w Warszawie ludzi na których możesz liczyć?
Mam  wiernych przyjaciół i kolegów, z którymi zrobiłem kapitalne programy, realizowane często w trudnych sytuacjach. Wspieramy się nawzajem.
Czujesz, że politycy mają wpływ na telewizję?
Na departament w którym ja działam nie maja żadnego wpływu. Cudowne jest to, że mam do nich dystans i że mogę ich traktować "z lekkim przymrużeniem oka", ponieważ nie prowadzę z nimi jakichś trudnych dyskusji czy politycznych debat. Kiedy zjawiają się u mnie w studiu, mogę sobie pozwolić na większy luz.
Skąd u Ciebie fascynacja reklamą?
Pracowałem kiedyś w czasopiśmie Media Marketing Polska, a wcześniej  w agencji  reklamowej i lokalnym radiu, a jak to bywało w małych rozgłośniach, jedna osoba robiła sześć rzeczy naraz. Zostałem tam szefem biura reklamy. Zawsze mnie to pociągało - zresztą krótka forma jest fascynująca.
Jaką widziałeś najlepszą reklamę w życiu?
Przypominam sobie pewną ekologiczną reklamę, która zrobiła na mnie spore wrażenie. Z góry pokazany był ścięty pień drzewa z widocznymi słojami. Nagle na ekranie pojawiła się strzałka skierowana do najgłębiej położonego słoju i a lektor zaczął informować, że w tym czasie urodził się Henryk Walezy, potem strzałka powędrowała w kierunku szerszego słoju, a wtedy lektor poinformował, że w tym czasie urodziła się Marlyn Monroe, i gdy w końcu strzałka wskazała na ostatni, zewnętrzny słój, lektor oznajmił: a w tym roku urodził się sukinsyn, który ściął to drzewo.
Dużo podróżujesz?
Nie, ale myślę, że gdybym połowę roku spędził w podróży, to też powiedziałbym ci, że mało. Po Polsce jeżdżę sporo służbowo, ale stanowczo za rzadko za granicę.
Zgłosiłbyś się do "Randki w ciemno", żeby gdzieś wyjechać?
Nie, nie, nie! Jedyna rola jaka widzę dla siebie w "Randce", to ta którą mam od prawie 4 lat.
Ten program nie psuje Twojego image'u?
Nie, być może nie rozmawialibyśmy dzisiaj, gdyby nie "Randka w ciemno". Ten program spowodował, że ludzie zaczęli mnie zauważać. Sporo zamieszania towarzyszyło także zmianie prowadzącego.
Dlaczego nie pomogła Ci audycja "Kamel tropi", tylko akurat "Randka"?
"Kamel tropi" bardzo pomógł, ale był później.  Prowadzenie równocześnie tych dwóch programów, było zupełnie przemyślana strategią. Zdawałem sobie sprawę, że "Randką" zaspokoję rozrywkowe gusta telewidzów, dla których ten program jest odskocznią od codzienności, natomiast "Kamel tropi..." na swój sposób również rozrywkowy, miał być skierowany do  ludzi, którzy poza rozrywką szukają w telewizji czegoś więcej np. wiedzy na temat reklamy, która stanowi przecież integralną część naszego życia. Tego programu już co prawda nie ma, ale widzowie często pytają, czy zostanie wznowiony.
A "Randka w ciemno" jest. Spotykam się z wieloma opiniami, że ludzi drażni brak naturalności w tym programie, że wszystko jest czytane z kartki... Czy "Randka" ma w licencji wpisaną sztuczność?
Nie! Zacznijmy od tego, że była nienaturalna, ale przeprowadziliśmy całą batalię, żeby jakoś rozluźnić w niej atmosferę. Innowacją jest to, że uczestnicy nie znają w ogóle pytań. Kiedyś po prostu znali je wcześniej i mieli czas na przygotowanie sobie odpowiedzi. Sztuczność wynika raczej z tego, że my Polacy, w przeciwieństwie do np. Amerykanów, którzy uwielbiają pokazywać się w telewizji, mamy jakieś wewnętrzne hamulce i boimy się  kamer.
Pamiętasz swój "pierwszy raz" na festiwalu w Opolu?
To były "Suprejedynki", które prowadziłem z Iwoną Shymallą. Fatalnie się wtedy czułem.
Dlaczego?
Miałem tremę, a poza tym nie przewidziałem pewnych zachowań publiczności w amfiteatrze. Ten pierwszy festiwal to był dla mnie absolutny trening w "trudnych warunkach".
Cenisz artystów, którzy występują w prowadzonych przez Ciebie koncertach?
W pytaniu, czy cenię, jest ukryta pułapka, bo pewnie za chwilę padnie pytanie o Ich Troje...
Nie... Dlaczego o Nich?
Na pewno nie? Czy cenię? Wg jakich kryteriów? To trudne pytanie, bo  może nie podobać mi się ich zachowanie czy muzyka, ale jeżeli sprzedają płyty i to, co robią, sprawia ludziom radość, należy cenić ich za profesjonalizm, bo bez niego wiele by nie zdziałali.
Jakiego artystę chciałbyś zapowiedzieć?
Chciałbym zapowiedzieć kogoś, kto raczej nigdy u nas nie wystąpi, powiem więcej, chciałbym nawet zorganizować ten koncert. Miałbym wielka przyjemność mogąc zapowiedzieć Barbarę Straidsant.
Jaką masz najcenniejszą rzecz?
Największą zabawką jaką mam i którą najbardziej lubię, jest chyba mój samochód. To jest stary, zabytkowy jaguar.
Za co darzysz sympatią Halinkę Mlynkową?
Za to, że jest fajną dziewczyną. Spotykamy się dość rzadko, ale jest zawsze serdecznie i miło. Ona jest taka normalna! Nie ma żadnego gwiazdorskiego zacięcia! Kiedyś długo opowiadała mi o badaniach etnograficznych, jakie przeprowadzała u siebie, po drugiej stronie granicy. Była to jej praca dyplomowa, z która dzielnie walczyła będą c w Polsce u szczytu popularności. To super pracowita dziewczyna.
Na koniec chciałbym zapytać o Twoją ulubioną piosenkę Maryli Rodowicz.
Od dziecka lubię "Sing-sing". Marylka próbowała mnie nauczyć tego tekstu, kiedy spędzaliśmy przerwy obok studia 5 i miała przez to niezły ubaw, bo fałszowałem okrutnie.
Gdzie się wybierasz w tym roku na wakacje?
Cały czas się nad tym zastanawiam. Nie mam pomysłu. Kompletnie nie mam pomysłu... Być może polecę  do Szkocji.