Z Arturem Gadowskim - wokalistą grupy IRA
- rozmawia Jarek Wasik

Minęło już piętnaście lat...
Jak jeden dzień.
Jak to się stało?
 Nie wiem. Uświadomiliśmy sobie to z kolegami dopiero w tym roku.
Dlaczego wszystko zaczęło się w Radomiu?
Wszyscy stamtąd pochodzimy, zresztą sekcja (perkusista i basista) mieszkają tam do dziś i nie wyobrażają sobie mieszkać  gdzie indziej. Żartowałem.
Zaliczyliście tylko jeden festiwal?
Chodzi o Opole?
Nie, jeszcze przed debiutami.
Tak. Tylko jeden.
 Na Festiwalu dostaliście wyróżnienie honorowe w 1988 roku, a kto dostał grand prix?
"Debiutów" chyba nikt nie wygrał. Ja dostałem nagrodę dla wokalisty za debiut estradowy, ale kto wygrał ten konkurs, to nie pamiętam (śmiech). Kto to mógł wygrać? Wojtek! Kto wygrał "Debiuty" w 88 roku? Były przecież jeszcze jakieś wyróżnienia... Ja na pewno dostałem "za wokal", ale zespół twierdzi, że też dostał wyróżnienie. No właśnie. Widzisz, minęło tyle lat, że nie pamiętamy.
Po festiwalu odezwał się do Was ktoś z propozycją fonograficzną?
Nagraliśmy płytę u Waltera Chełstowskiego, a potem zwróciła się do nas nieistniejąca już wytwórnia Pronit Pionki.
Załapaliście się jeszcze na czarny krążek?
Taaak! Tylko na czarny!
Ale "Mój Dom", to już był kompakt. Czy to jest wasze największe osiągnięcie?
Jak do tej pory, nie da się ukryć, że tak. Do dziś najwięcej utworów z tego krążka gramy na koncertach, bo ludzie tego chcą.
Co to był za benefis Georga Gershwina?
Duże przeżycie. Zostałem zaproszony przez Anię Jopek do zaśpiewania duetu. W studiu okazało się, że będzie nam akompaniował big band, staliśmy przed swoimi mikrofonami, tylko że gdy Ania zaczynała śpiewać, to ja milkłem i zaczynałem Jej słuchać. Uznałem, że nie będę przeszkadzał, bo tak pięknie śpiewała, ale w końcu udało się - nagraliśmy ten duet.
Zespół jest zazdrosny o Twoje "solowe wybryki"?
Jesteście zazdrośni? (śmiech) Oni uczestniczyli w tych moich solowych projektach.
Chodziło przede wszystkim o to, że to ja sam wybierałem utwory, kontaktowałem się z  autorami, a zespół mimo tego, że grał, był w te propozycje trochę mniej zaangażowany, niż w płyty IRY.
Wiem, że "mówić o muzyce, to tak jak tańczyć o poezji", ale muszę zapytać o najnowszą płytę.
Wydaje mi się, że to ciągle  zespół IRA i że będzie rozpoznawalny, ponieważ utwory nadal będą oparte na rockowej sekcji rytmicznej i mocnych gitarach. Jak zwykle będą to melodyjne piosenki z użyciem tzw. elementów nowoczesnych, syntetycznych barw i nowych brzmień  perkusyjnych.
W Opolu w "Premierach" zagracie...
Solidnie rockowy utwór pt. "Mocny", który już można usłyszeć, bo jest to równocześnie nasz pierwszy singiel.
 Czyj był pomysł, żebyś w koncercie "Seriale" zaśpiewał "Czterech pancernych i psa"?
Zadzwonił do mnie Zygmunt Kukla i ponieważ wiedział, że będziemy na festiwalu, zaproponował mi zaśpiewanie "Ballady o  czterech pancernych". Z początku kompletnie nie wiedziałem o co chodzi, ale szybko usłyszałem w słuchawce: Deszcze niespokojne..." Wtedy wszystko okazało się jasne. Myślę, będzie tam bardzo fajnie.
Walczycie z piractwem?
No ale jak można z nimi walczyć?
Pojawiły się na rynku jakieś wasze "złote przeboje"...
To niby nie jest piractwo, ale to nam strasznie burzy szyki. Ktoś, gdzieś usłyszał, że wydajemy płytę, więc szybko pojawiły  się w sprzedaży jakieś dziwne egzemplarze. Próbowaliśmy nawet dotrzeć do tej wytwórni, porozmawiać o prawach, ale nie wiadomo nawet z kim rozmawiać, kto to jest, niewiadomo, jaki ma numer telefonu, nic nie wiadomo!
 Jak można z tym zawalczyć?
Nie wiem. Nie umiem ci odpowiedzieć na to pytanie.
KIEDY OSTATNIO?
Kiedy ostatnio co?
Czytałeś wiersz...
 W lutym tego roku w Empiku. Byłem w dziale poezja, ale zabij mnie, nie pamiętam czyj to był wiersz.
Kupiłeś kwiaty...
Hmm, jesienią, dla ukochanej.
Dostałeś w mordę...
Nie pamiętam.
Płakałeś...
 Całkiem niedawno.
Byłeś w kościele...
O, nie chodzę.
Mówiłeś do siebie...
Też całkiem niedawno (śmiech) Nie było nikogo z kim mógłbym porozmawiać (znowu śmiech).
Myłeś okna...
Miesiąc temu.
Myślałeś, że jesteś najmądrzejszy na świecie...
Nigdy tak nie myślałem.
Widziałeś wiewiórkę...
W zeszłym tygodniu w Konstancinie. W parku.
Poznałeś kogoś niezwykłego...
To było w 1999 roku. Poznałem  Zbigniewa Hołdysa. Zaczęliśmy trochę razem pracować, dużo rozmawiać, właściwie o wszystkim. Od tego momentu zacząłem Go traktować jako swojego Guru. On zna wszystkie moje problemy i życiowe i artystyczne. Jest dla mnie kimś ważnym.
 Jechałeś tramwajem...
Non stop to robię.
Podrywałeś...
(gromki śmiech) Nie pamiętam.
Napisałeś list...
Czy e-maile też w to wchodzą? Dawno, dawno, wiele lat temu, po prostu uważam, że nie umiem pisać listów.
Kazałeś na siebie czekać...
Dzisiaj. Wstyd mi, bo staram się nie spóźniać, ale zdarzyło się to dziś.
Byłeś w górach...
Na przełomie jesieni i zimy. Wynajęliśmy z kolegami dom i właśnie tam nagrywaliśmy wersje  demo płyty. Było bardzo pięknie.
Miałeś rację...
(pauza) Dosyć często mam rację (śmiech) Wczoraj miałem rację: nikt mi nie wierzył, że sesja zdjęciowa przeciągnie się do siódmej.
Błąkałeś się...
To się zdarza, co  jakiś czas. Jak tak naprawdę się pogubię, to wychodzę z domu do parku, siadam w różnych  miejscach... żeby się trochę pozbierać. I odnaleźć drogę.