2/5 Funkygor
z Tomkiem Ordaszewskim (wokalistą) i Igorem Przebindowskim (szefem zespołu)  rozmawia Jarek Wasik

Nadal nosicie przy sobie długopisy, żeby podpisać jakiś kontrakt płytowy?
Tomek Ordaszewski: Tak!
Igor Przebindowski: Podpisuję się pod stwierdzeniem kolegi.
Dużo dzieje się obecnie w Waszym życiu?
T.O. W moim dzieje się bardzo dużo, zespół wnosi do niego naprawdę wiele. Gramy ostatnio sporo koncertów, więc często  przebywamy ze sobą, mimo, że dzieli nas pewien dystans.
I.P. Wszystko rozwija się w pozytywnym kierunku, a ciąg nietypowych zdarzeń wpływa dobrze na rozwój Funkygor'a. Liczę na to, że dobra passa się nie skończy.
 Jak wygląda czas od kwalifikacji do samego występu w "Debiutach"?
I.P. To jest czas grania i promowania swojej muzyki, łapania kontaktu z ludźmi. Mieliśmy trzy próby w telewizji...
T.O. Nakręciliśmy teledysk, mamy nadzieję, że pojawi się przed Opolem w MTV. Można powiedzieć, że próbujemy dbać o promocję "na własną rękę".
Co zagracie w opolskim konkursie?
 I.P. Skomponowałem utwór do tekstu Tomka. Nasza piosenka nosi tytuł "Uratować...".
Myślicie, że nagroda im. Anny Jantar ma jeszcze jakieś znaczenie?
T.O. Myślę, że małe znaczenie ma sama idea koncertu  "Debiuty", ponieważ ten wycinek festiwalu jest kompletnie nie promowany. Uważam, że niewiele czasu - w porównaniu z poprzednimi latami - poświęca się tak słabo doświadczonym wykonawcom jak my. Dawniej były dwutygodniowe warsztaty  w Turawie, na których można było się czegoś nauczyć, wdrożyć się, a teraz zorganizowano co prawda trzy próby w telewizji, ale one naprawdę niewiele wnosiły. (Ostatnia na którą jechałem z Opola do Warszawy trwała 15 minut) A! Jeszcze jedno. Okazało się, że nie mogę wystąpić w swoich okularach z wielu różnych powodów, których nie chce mi się tłumaczyć.
I.P. Znowu muszę się podpisać pod stwierdzeniem kolegi (śmiech) i  dodać, że ten koncert jest niczym innym, tylko  otwieraniem kolejnych drzwi.
T.O. Zapomniałem o najważniejszym! Ten występ ma dla mnie duchowe znaczenie. Zawsze chciałem zaśpiewać na Festiwalu, mój tato też na nim występował, a przecież nie mogę być gorszy od ojca.
Gdybyście mogli  wybrać miejsce koncertu "Debiuty", byłby to Teatr im. J. Kochanowskiego, Amfiteatr czy Plac Wolności?
T.O. Amfiteatr.
I.P. Amfiteatr.
Jakie macie marzenia?
I.P. Wydać płytę Fukygora i żeby publiczność w Polsce  przekonała się do słuchania muzyki mniej komercyjnej, a ludzie odpowiedzialni za promocję, nie promowali "muzycznego kalectwa".
T.O. Ja bym nie chciał wpływać na ludzi, chce żyć w harmonii i zgodzie z sobą samym. Marzę o tym,  żeby być wolnym i móc znajdować się w każdym momencie swojego życia, tam, gdzie mam ochotę. Wtedy będę szczęśliwy.
Funkygor

Ygor Przebindowski (KAT, instrumenty klawiszowe) - system operacyjny zespołu.
Tomek Ordaszewski (vocal) - twarz
Sebastian Larysz (gitara) - nieokiełznane źródło kreatywności
Wojtek Król (bass) - miłość
Fryderyk Młynarski (perkusja) - konstruktor muzycznych doznań
 

"Zapach muzyki"
Z Igorem Przebindowskim - liderem grupy Funkygor - jedynym reprezentantem Opola w konkursie "DEBIUTY" tegorocznego Festiwalu  rozmawia Jarek Wasik

Zrobisz niedługo karierę?
Trudne pytanie, dlatego, że wszystko jest uzależnione od pewnych czynników, które rządzą światem. Wszystko się w tej chwili tak szybko zmienia, że trudno planować daleką przyszłość. Ja mam konkretny cel, wierzę w niego i zamierzam go zrealizować.
 Musiałeś pomóc szczęściu, żeby się dostać do "Debiutów"?
Nie. Wszystko związane jest z naszą stroną muzyczną, którą zaprezentowaliśmy w zeszły łykend w telewizji podczas przesłuchań. Prasa podaje, że do eliminacji zakwalifikowano 150 zespołów, z czego 9 wybrano do samego koncertu opolskiego, do tego dodać trzeba laureata finału "Szansy na sukces" i programu "Mikrofon dla wszystkich".
 Jak myślisz, co się wydarzy z Funkygorem po festiwalu?
Myślę, że to jest etap otwierania jakichś drzwi, który może zaowocować pokazaniem tej muzyki szerszej publiczności.
Nie uważasz, że koncert "Debiutów" traktowany  jest "per noga", że artyści muszą śpiewać na Placu Wolności w pełnym słońcu i na dodatek na rodzinno-piwnym pikniku?
 Ten koncert na pewno trochę traci, ale chyba ideą organizatorów festiwalu jest wyjście do widza, do Opolan.
Ok. wszystko fajnie, ale czy łatwo jest debiutować w takich warunkach?
Są to na pewno niesprzyjające warunki.
 Kiedy zdecydowałeś, że będziesz wibrafonistą?
Miałem 17 lat. Wtedy po raz pierwszy wybrałem się na lekcje do słynnego Benka.
Czyli kolejność była taka, że najpierw brałeś lekcje u Benka Maselego - wibrafonisty z Walk Away, a  potem zostałeś jego studentem na Akademii Muzycznej w Katowicach?
Musze przyznać, że zainteresowanie tym instrumentem jest dosyć małe, więc Benek dba o swoich uczniów i pomaga w przygotowaniu na studia. On ma bardzo silną osobowość, więc "zaraża" od samego początku, od pierwszego spotkania.
Kiedy obroniłeś dyplom na Akademii?
To było w marcu 2001 roku. Otrzymałem zaszczytny tytuł magistra sztuki.
Z jaką oceną?
 Nie brnijmy w tę stronę, po co mówić o ocenach...
Jak to się stało, że pracujesz w teatrze w Łodzi?
W zeszłym roku na wakacjach zrodził się pomysł spektaklu muzycznego w którym gram, ale ponieważ wibrafon świetnie się sprawdza pod względem wydobywania muzycznych efektów teatralnych, więc doszło do realizacji przedstawienia i w październiku odbyła się premiera. Spektakl nosi tytuł "Go-Go" i jest ciągle na afiszu, więc wszystkich serdecznie zapraszam do Teatru Nowego w Łodzi.
Od kiedy istnieje Funkygor?
Początek to był ten sam czas. Gramy ze sobą pół roku. W zespole śpiewa Tomek Ordaszewski, który też jest opolaninem. Zespół składa się z 5 muzyków, ja, oprócz wibrafonu, gram także na instrumentach klawiszowych.
Łatwo jest być debiutantem w Polsce?
Ja to przyjmuję jako kolejny element na drodze mojej twórczości, ale wszystko poparte jest pracą. Po eliminacjach w Warszawie Hirek Wrona zapytał: Panowie, czy macie już podpisany jakiś kontrakt, na co nasz basista odpowiedział: Nie, ale mamy długopisy!
Chciałbyś, żeby ktoś dał Ci jakąś umowę do podpisania?
Na pewno! Stanowi to przecież pewną gwarancję dalszego tworzenia.
Ale przecież w Polsce płyty nie sprzedają się zupełnie.
Z płytami jest faktycznie źle, ale pootwierały się obecnie takie możliwości, że można produkcję zrobić np. w Berlinie dla firmy New Jazz, która zainteresowana jest  obecnie klubową sceną europejską.
Wytłumacz mi, dlaczego tak się dzieje, że wspólnie z Dj Adamusem gracie imprezy w topowych klubach Warszawy (Muza, Klubokawiarnia), poza tym Gdańsku, Sopocie, Poznaniu, a nie występujecie w Opolu, w którym mieszkacie.
Tu na miejscu nie ma żadnego rynku muzycznego, klubów z żywą muzyką, gdzie ludzie przychodzą się dobrze bawić.
Chodzi o brak pieniędzy, czy klimatu?
 Stanowczo o to drugie. W większych aglomeracjach jest więcej nakręconych osób i większy high life.
Czyli wasza muzyka jest dla młodzieży?
Przede wszystkim, ale uważam, że nasza muzyka ma w sobie tyle energii i charyzmy, że może spokojnie spodobać się czterdziestolatkom.
Współpracujesz ze znanymi ludźmi jak Reni Jusis, czy Edyta Geppert. Skąd gwiazdy dowiadują się o Tobie?
 W prosty sposób. Poprzez kontakt z innymi muzykami - zwykle ktoś mnie poleca.
U Reni zagrałem na jej ostatniej płycie "Elektrenika", a z Edytą Geppert zaczynamy dopiero pracę, na pewno czeka nas duży koncert w maju w Sosnowcu.
Lubisz jeszcze coś poza muzyką, jest rzecz, która cię relaksuje i wycisza?
Interesuję się muzyką, słuchaniem muzyki i pisaniem muzyki, ale poza tym, to zapraszam wszystkich na grila!
 Zapomniałem! Wśród znajomych masz przecież opinię, że jesteś świetnym kucharzem.
Wyniosłem pewne rzeczy z domu, z czasów "podglądactwa", a to ma również podobieństwo z muzyką, bo muzykę przyprawia się jak sałatkę.
 Zdradzisz jakiś przepis?
Polecam ryby z grila, robię dobrego kurczaka z curry i miodem, albo w jajku i musztardzie francuskiej. Jeśli chodzi o sam smak jedzenia, to myślę, że bardzo ważny jest sposób podania i emocje włożone w przygotowanie grila, a także sama atmosfera towarzyska.
Co to jest szczęście?
To radość z patrzenia na świat.
Dziękuje za rozmowę i życzę powodzenia na Festiwalu!