"Drzewo, dom, syn..."
Z Pawłem Delągiem - aktorem - rozmawia Jarek Wasik

Umiesz żyć z popularnością, czy ciągle się jeszcze tego uczysz?
Szczerze mówiąc staram się nie zwracać szczególnej uwagi na tzw. popularność, zresztą zawsze mnie dziwi fakt, że artyści narzekają na uciążliwości z tym związane. Ja pracuję na scenie i estradzie od dość dawna, przechodzę przez kolejne etapy swojej kariery zawodowej  i uczę się żyć ze wszystkimi aspektami, które dotyczą zawodu aktora.
Ukrywasz się czasami przed światem? Może opiszesz taka ucieczkę.
W ogóle nigdzie nie uciekam, bo nie mam takiej potrzeby. Bardzo lubię przebywać w otoczeniu  ludzi, po prostu lubię ludzi i nie muszę przed nikim uciekać. Nie wyciągniesz ode mnie informacji, że jest takie moje miejsce, gdzie się zaszywam, jak chcę zwiać. Ja po prostu nie mam takiego miejsca, ale przyznaję, że lubię podróżować.
Czy sądzisz, że po "Quo Vadis" znalazłeś się w aktorskiej "pierwszej lidze"?
Cieszę się, że mogłem zagrać w tym filmie, że dane mi było współpracować z Jerzym Kawalerowiczem. Być może fakt, że znalazłem się w  tak doborowej obsadzie świadczy o tym, że zostałem doceniony, ale przede mną jest jeszcze długa, mam nadzieję, droga zawodowa. Przed chwilą, jak widziałeś, przygotowywałem demo z fragmentów moich filmów, które przedstawię francuskiemu  producentowi.
Mówisz w tym języku?
Dość biegle. Zresztą na planie było sporo zamieszania, bo tak naprawdę, swobodnie poruszaliśmy się w tym języku tylko Kasia Skrzynecka i ja. Reszta ekipy z Polski miała trochę problemów.
Muszę Ci przekazać gratulacje od wszystkich moich znajomych, którzy polubili Cię po "kultowym" filmie "Chłopaki nie płaczą". Przypomnę, że grałeś frajera o nazwisku Psikuta, z extra furą i komórą.
Olaf Lubaszenko zwrócił się do mnie z propozycją tej roli i powiedział: "Paweł! Jak zagrasz tę postać, będę Cię szanował". No i zagrałem. Lubię ten film i tę rolę, ale przez następny rok praktycznie nie dostawałem innych propozycji, bo producenci chyba uznali, że świetnie się spisuję w roli palanta i już. Na szczęście nadeszły inne propozycje.
Nie zaniedbujesz teatru. W Polsce można zobaczyć plakaty anonsujące spektakl z Twoim udziałem. Czy można to nazwać "duodramem"?
Wspólnie z Piotrem Szwedesem gramy "Samoobsługę" Harolda Pintera. To opowieść o dwóch płatnych mordercach, którzy przygotowują się w pokoju hotelowym do kolejnego zlecenia. Zapraszam po prostu wszystkich na spektakl.
Przyjaźnisz się z Justyną Steczkowską? Czy stąd pomysł na wspólną płytę?
Bardzo lubimy się z Justyną. O powstaniu płyty nie będę mówił, bo było już tyle dziwnych sytuacji, że po prostu nie mam ochoty o tym rozmawiać. Jak ktoś jest ciekawy, to niech kupi płytę, posłucha i sam ją oceni.
Czy można ten krążek zakwalifikować do nurtu "poezja śpiewana"?
 (śmiech) Nie myślałem o naszej płycie w ten sposób, ale może można. Ja na niej mówię, od śpiewania jest Justyna.
Reklamujecie ją swoimi twarzami. Znasz swoją twarz?
Jestem z tych, którzy w lustro patrzą rano, a potem w razie  potrzeby. Aktor musi znać swoją twarz, bo to przynależy do tego zawodu.
Jak siedzisz powiedzmy u fryzjera i widzisz nagle pisemko, które okrzyknęło Cię najbardziej seksownym facetem, to jak się wtedy czujesz?
Jest takie jedno słowo, ale ponieważ jest niecenzuralne, to go nie wypowiem (śmiech). Wiesz, to jest głupie uczucie, ale postanowiłem się nie przejmować takimi sytuacjami. Zresztą co to znaczy "najbardziej seksowny facet"... To bzdura.
 Masz złe doświadczenia z tzw. brukowcami?
Czytałem już wiele niesamowitych opowieści na swój temat, ale przyznam szczerze, że kolorowe pisma raczej mnie oszczędzają, to znaczy nie robią mi wielkiej krzywdy, a na sprawy w sądach po prostu nie mam czasu. Mam zbyt wiele zajęć, żeby zajmować się każdą prasową wzmianką.
Co Ci sprawia przyjemność?
Ostatnio uwielbiam nurkować. Świat pod wodą  jest niesamowity, kolorowy i tajemniczy. Jak udaje mi się wyjechać na wakacje, to wybieram miejsce, gdzie będą idealne warunki do pływania pod wodą np. Polinezję.
Jesteś internautą?
Nie wiem, czy mogę tak o sobie powiedzieć, ale używam komputera, żeby ułatwiać sobie życie, trochę serfuję w internecie, mam swoje konto pocztowe, to dla mnie zupełnie normalne sprawy.
Opowiedz o swojej rodzinie.
O rodzinie nie opowiadam.
Ale chcę zapytać tylko o parę szczegółów: gdzie jest Twój dom rodzinny itd.
Pochodzę z Krakowa. Wychowywałem się wspólnie z moją siostrą Dorotą.
Macie chyba rewelacyjny kontakt. Za co Ją kochasz?
Za to, że jest!
Wyznajesz tę zasadę z "drzewem, domem i synem"?
 Nie cierpię tej zasady. To jakiś idiotyczny wymysł.
Ale udało Ci się zrealizować któryś z tych trzech punktów?
A jak myślisz który?
Ile ma lat?
Dziewięć.
Dziękuję za rozmowę. Powodzenia.


Paweł Deląg ur. 29 kwietnia 1970 w Krakowie. W młodości, od aktorstwa bardziej interesowały go sport, podróże i przygody.
Jest absolwentem Państwowej Wyższej  Szkoły Teatralnej  im. Ludwika Solskiego w Krakowie (1993). Na deskach teatralnych zadebiutował w warszawskim Teatrze Powszechnym w spektaklu "Na szkle malowane" w reżyserii Krystyny Jandy.

Filmografia:
"Śmierć w płytkiej wodzie" (1993)
"Lista Shindlera" (1993)
"Fitness Club" (1994)
"Młode Wilki" (1995)
"Szamanka" (1995)
"Ciemna strona Wenus" (1997)
"Kiler" (1997)
"Młode Wilki 1" (1997)
"Siedlisko" (1998)
"Złoto dezerterów" (1998)
"Tygrysy Europy" (1999)
"Chłopaki nie płaczą" (2000)
"Sezon na leszcza" (2000)
"Quo Vadis" (2001)
"Krzyżacy" (2002)