"NERON - FAJNY FACET"
   z Michałem Bajorem rozmawia Jarek Wasik

Witaj Neronie! Powiesz coś do ludu?
Hm. Czy ja powiem coś do ludu? O, to już minęło. To  jest już teraz przeszłość. Fajna przygoda i nic z niej, poza wielką satysfakcją nic nie wynika. Jesteśmy przecież w Polsce, może gdybyśmy byli w Hollywood... choć dziś po 11 września, po tym okropnym czasie w Ameryce też mogłoby nic z tego  nie wyniknąć. My nie jesteśmy wielką kinomatografią robiącą kostiumowe filmy, choć ostatnio zrobiła się taka moda, to jest dobra pożywka dla sponsorów, reżyserów i dla publiczności (szkoły), ale na pewno nie dla aktorów. Nie przypuszczam, żebym niebawem dostał jakąś propozycję. A na pewno nieprędko.
A "niekostiumową"?
Ja mówię o jakiejkolwiek roli. Do następnych musiałbym zrobić zdjęcia próbne, a po tej nerwicy, którą miałem przy "Quo Vadis", postanowiłem już nie stawać do konkursów. Już zdaje się zdałem egzamin po tylu latach nie grania w kinie. Bardzo chciałem zagrać Nerona, więc zdecydowałem się wziąć udział w castingu, ale na tym koniec, bo Linda czy Kondrat  nie muszą tego robić, a ja stanąłem chyba w ich szeregu - pierwszy raz powiem nieskromnie.
Bardzo dużo napisało się o tym filmie.
Nienajlepiej i nie zawsze zawodowo...
 Zgadza się, ale ogólnie się mówi, że z Jerzym Trelą ratujecie we dwóch ten film.
Linda również bardzo się podoba. Dziennikarze odebrali "QV" różnie, ale publiczność ewidentnie wskazuje te 3 postaci. Młodzież mówi nawet, że Neron to fajny facet.
Więcej przychodzi osób na twoje koncerty?
Tak samo. Myślę, że musiałbym to zobaczyć za rok, gdybym w tej chwili nie śpiewał, ale śpiewam, bo w zeszłym sezonie wydałem płytę. Być może gdybym nie zagrał w  "QV", miałbym koncertów mniej.
Wszyscy narzekają, a Ty ciągle koncertujesz w całej Polsce. Ile miesięcznie?
Śpiewam jakieś 18 - 20 recitali , ale przypominam, że mój sezon trwa tylko pół roku, bo moje piosenki nie są ani wakacyjne, ani sylwestrowe.
Będziesz jeszcze śpiewał w Teatrze Muzycznym?
Nie przypuszczam. Jestem w tej chwili bardzo zajęty, więc moja niedyspozycyjność byłaby tylko przeszkodą. Przygotowuję za to jednoosobowy spektakl, w którym mówienie chcę połączyć ze śpiewaniem.
Monodram?
Wolę nie używać słowa monodram, bo ludzie się boją i nie chcą przyjść, gdyż myślą, że na scenie będzie jeden aktor i będzie nudno. "One man show"- tak by się  powiedziało w Ameryce. Może to będzie przedstawienie słowno-muzyczne, ale nie, bo to z kolei kojarzy się z 1 listopada. Trudno to nazwać!
Kiedy lecisz do Stanów?
Nie lecę. Odwołałem swoje wyjazdy w styczniu. Lecę tylko do  Kanady na koncerty. Wydaje mi się, że Ameryka jest tym krajem, który powinien odpocząć. Trudno mi ot tak się tam poruszać, samemu będąc niespokojnym, poza tym wśród ludzi, którzy przeżywają bardzo to, co się stało, którzy mają głowy pełne  problemów, zaczynając od bezpieczeństwa, a kończąc na ekonomii. Nie wypada, żebym wpadł tam jak rozćwierkany skowronek na odpoczynek. To nie jest odpowiednia pora. Może polecę na wakacje, albo wiosna na koncerty, ale prywatnie raczej nie.
Masz tam wielu przyjaciół?
O! Mnóstwo. I w Kalifornii i na Florydzie, też w Nowym Jorku i Chicago.
Ile razy byłeś w Ameryce?
22 razy w Stanach z czego wielokrotnie w Nowym Jorku, 2 razy na Hawajach i kilkakrotnie  na Florydzie. Oczywiście część z tych wyjazdów miała charakter zawodowy.
To co czułeś oglądając telewizję 11 września?
Co czułem? Końcówkę. Końcówkę naszego świata. Wszyscy już to powiedzieli, to brzmi jak banał, ale tak jak  było, nie będzie już nigdy.
Moja koleżanka mieszkająca w Ameryce z trójka dzieci, nomen omen zrobiła im dzień wcześniej pogadankę, że nie trzeba się bać, że u nich jest bezpiecznie... Nie wiem, kiedy wróci do tej rozmowy.
 Czy interesuje Cię polska polityka?
Nie mogę tego odrzucać, bo tu żyję. Nie mogę też powiedzieć, bym nie odczuwał pewnego niepokoju, patrząc na różne decyzje i dopuszczanie do władzy oszołomów. Uważam, że krajem powinni rządzić  ludzie wykształceni i na poziomie, a nie tacy, którzy potrafia tylko kombinować. Państwo w którym pada kultura, nauka i zdrowie może wyznaczać swoją końcówkę.
Masz czas na mieszkanie w swoim pięknym domu pod Warszawą?
Mało.  Parę dni w miesiącu. On jest ekologiczno - zielono - biały i chciałoby się w nim bywać częściej, ale ja chyba nie umiem odpoczywać.
Ale w te parę dni znajdujesz czas np. na zorganizowanie urodzin dla 100 osób.
Bywa, bywa... To się robi dużo wcześniej, zaznaczając dzień w kalendarzu i choćby się paliło i waliło, nie przyjmuję wtedy żadnej propozycji występu. Nagrywałem niedawno piosenkę po angielsku do "QV", ale zaznaczyłem, że pracuje tylko do siódmej, bo potem jestem umówiony u siebie z gośćmi.
Podajesz na stół coś zrobionego przez siebie?
Gotuję tzw. Zupy śmietnikowe np. czosnkową z kukurydzą, kiełbasą i ziemniakami, albo "befsztyki a la Rinn", wymyśliła je oczywiście Danka, tj. wołowinę z kiełkami pszenicznymi, pokrojoną cukinią, pieprzem i sosem ostrygowym.
Co Cię ostatnio zachwyciło?
Sporo było raczej rzeczy, które mnie ostatnio zasmuciły, ale nie mogę zapomnieć kapitalnego  widoku z nicejskich wzgórz na Can, piękna przyroda z współgrającą, jasna architekturą. Chciałbym pojechać tam w czerwcu, może będzie jeszcze piękniej.
Święta spędzisz w Opolu z najbliższą rodziną?
Święta będą rodzinne z pięknym prezentem pod choinkę w postaci córeczki mojego brata Piotra, czyli moi rodzice zostają dziadkami, a ja ojcem chrzestnym. Fajnie.
Kolędujecie?
Zawsze i od zawsze...
 Lubisz chyba obdarowywać prezentami innych i robisz to systematycznie, nie tylko w święta...
Robię to bez przerwy i chyba za często, ale już się nie oduczę.
 Pamiętasz najważniejszy prezent z dzieciństwa, jaki znalazłeś pod choinką?
Nie. Każdego roku jest ten najważniejszy. To mój najbardziej oczekiwany w roku dzień.
Czego życzyłbyś Czytelnikom na najbliższy, nadchodzący rok?
Żeby był lepszy, bez względu na wszystko.