„Nastroje”  



Wspólne bycie serc
Nas dwoje
Nastroje
W bicie serc
Na cztery się zmienia
Szukam cię
Liczę sny
Boję się
Ukrytego we śnie
Westchnienia

Nastroje
Nie moje
Wilgotne, samotne
Wejdziesz w nie
Wzrokiem nie tłumacz się
Mrokiem
Obawy liryczne
Usta spierzchnięte, magiczne
Nie pytaj
Wiesz przecież, że
Czekam

Wspólne bycie serc
Nas dwoje
Nastroje
W bicie serc
Na cztery się zmienia
Szukam cię
Liczę sny
Boję się
Ukrytego we śnie
Westchnienia

Pijaństwa zbyteczne
Widzenie poprzeczne
Pulsują żyły
Jak gdyby tańczyły
Kłopoty bezmiary
Oczy zamglone wierszami
Nie pytaj
Wiesz przecież, że
Czekam

Wspólne bycie serc...



„Po prostu pragnę”



zakuło
zabolało
jak zwykle się połamało serce
od pragnień
że nie zgadniesz
w roztargnieniach przepadłem
nie odpowiadam za wiersze
napisane przeze mnie
najśmielsze
ja po prostu pragnę
po prostu
nie jak popadnie

kiedy dotykam cię potajemnie
nic nie zostaje ze mnie
język przygryzam w ćwierć słowa
by jak wtedy nie zwariować

w głowach
zaświtało
jak zwykle twych ust za mało
świt
od mignięć
że bolą oczy
a ty za często pytasz
czy odpowiadam za gesty
przyciszane pościeli
szelesty
ja po prostu pragnę
po prostu
nie jak popadnie

kiedy dotykam cię potajemnie
nic nie zostaje ze mnie
język przygryzam w ćwierć słowa
by jak wtedy nie zwariować



„Zielony z niebieskim”



wędrują anioły po stole
ich czystość wątpliwa przejrzystość
a dla mnie ważniejsza jest bliskość
na dole tu nie w byle jakim niebie

zielony wygrywa z niebieskim
jak trawa z gwiazdami i niebem
i jak głód z chłopcem i nóż z chlebem
jak miłość najmniejsza ze wszystkim

anioły wędrują do szkoły
uczyć się uczyć i nauczać
a my uczymy się opuszczać
głowy w dół lecz przede wszystkim siebie

zielony wygrywa z niebieskim
jak trawa z gwiazdami i niebem
i jak głód z chłopcem i nóż z chlebem
jak miłość najmniejsza ze wszystkim

anioły samolot to jedno
lądują nam w życiu kołują
a mnie złość i mdłość atakują
trudno każe marzeniom blednąć

zielony wygrywa z niebieskim
jak trawa z gwiazdami i niebem
i jak głód z chłopcem i nóż z chlebem
jak miłość najmniejsza ze wszystkim



„proste/krzywe”  



kiedy słońce opali mi twarz
i obrazy jak myśli wędrują przestrzenne
i zdarzyło się wszystko już raz
i przerywasz czekanie
wtedy wzrok na atomy rozbierzesz
i rozbierać się będziesz aż świt
pory dnia są zewnętrzne świetliste
rzeczywiste
mówisz o nas my

i poczekam jeszcze miesiąc
kiedy słońce powie dość
i jak woda po ramionach
spłynę łącząc dzień i noc

kiedy deszcze przemyją mi twarz
i spotkamy się w świecie gdzie proste są
krzywe
i wyłączę codzienność jak gaz
i odkryjesz spojrzenie płochliwe
wtedy nagi stanę czując dreszcz
moja skóra wzruszy się aż deszcz
barwy dnia są wilgotne zbyt mgliste
rzeczywiste
mówisz o nas my

i poczekam jeszcze miesiąc...



„Przyjaźń przypadkiem przemija”       



przyjaźń przypadkiem przemija
przez brak dowodów na przyjaźń
rozmywa się w braku gestów
cichego pieniędzy szelestu

przyjaciel twój, opuścił cię
przez jedną rzecz
dostrzeganie w nim złych cech
przyjaciel twój, sam dobrze wie
z każdym dniem tracił cię

przyjaźń przypadkiem przemija
przez brak dowodów na przyjaźń
rozmywa się w braku gestów
cichego pieniędzy szelestu

pociągi, listy, telefony
i prezenty
słowa, gesty, zwykłe nic
muszą działać w obie strony
żeby żyć, w zgodzie żyć

przyjaźń przypadkiem przemija
przez brak dowodów na przyjaźń
rozmywa się w braku gestów
cichego pieniędzy szelestu



„Listy i listy”



w mojej głowie pełno ciebie
w moich żyłach płynie twoja krew
na mych dłoniach sam już nie wiem
linie serca zatarły się
na moich też
tak było dobrze i zdradziłam swoje sny
tak było dobrze i zdradziłem siebie samego
tak było dobrze i nie darowałeś mi
wybacz zaczynam dziś od nowa żyć

twoje listy robią ścisk
gdy piszesz z całego świata
jak trudno żyć
krzyczysz w nich ocierasz się o kicz
milcz
bo tylko cisza zna mój rytm
to łzy

dam ci kamień szczęście schowaj
przyjmij proszę choć nie ufasz mi
wciąż przepraszasz za zbyt ciasne słowa
moja miłość była prosta
mało rozstań wieczory długie jak dni
zatrzasnęłam przed nimi drzwi
tak było dobrze i zacząłem śpiewać gdy
ostatnie wiadomości przyniósł mi listonosz
listonosz co na ty jest ze mną
nie wiem czy pozwolić na to mu
ale ciągle... ciągle... ciągle...

twoje listy robią ścisk
gdy piszesz z całego świata
jak trudno żyć
krzyczysz w nich ocierasz się o kicz
milcz
bo tylko cisza zna mój rytm
to łzy



  „Kawiarni gwar”  



Kawiarni gwar rozumiem tylko o dwunastej
Wcześniej zasypiam, potem w dymie tonę zanim zasnę
Kawiarni gwar ostatnio mi nie służy
Kawy łyk nabieram duży

Poranek się obudził wcześniej niż ja
Śniadanie ze mną zjadł, obgadał świat
Dwie kawy wypił, takie nawyki
I ruszył ze mną w miasta gwar

Kawiarni gwar rozumiem tylko o dwunastej
Wcześniej zasypiam, potem w dymie tonę zanim zasnę
Kawiarni gwar ostatnio mi nie służy
Kawy łyk nabieram duży

Znajome twarze w barze ciągle od lat
Jakiś kojarzę fakt, bez osób, dat
Mijam stoliki, robię uniki
Uśmiecham się zbyt często
Szach i mat

Kawiarni gwar rozumiem tylko o dwunastej
Wcześniej zasypiam, potem w dymie tonę zanim zasnę
Kawiarni gwar ostatnio mi nie służy
Kawy łyk nabieram duży



„Dotykanie”



Dotyk łączy na boku
Podniecenie i spokój
Dotyk czasami  dotyka
Dotykanie w świecie zanika

Mój świat się składa z dotykania
Podotykam go od rana
Jak mam sobie poradzić
Z tyloma jego wersjami

Dotyk łączy na boku
Podniecenie i spokój
Dotyk czasami  dotyka
Dotykanie w świecie zanika

Wystarczy tylko się dogadać
Poradzą sobie:  wzrok i dłonie
I ciepło ust i puls na skroniach
Kiedy przebywasz w mych ramionach

Dotyk łączy na boku
Podniecenie i spokój
Dotyk czasami  dotyka
Dotykanie w świecie zanika




„I w głowie się nie mieści”   



i w głowie się nie mieści
by dotknął ją popieścił
bo ona zraniona
pod ścianą skulona
i w głowie się nie mieści
wybaczyć mu wykreślić
kochanka znajoma dziewczyna i żona

pocałunek wyjęty z portfela
zużyty gest bólu nie ukoi
miało zagoić się do wesela
od dawna nic się w życiu nie goi
stany w miłości stany zastane
trzeba wyjaśniać i chcieć wyjaśnić
za proste słowa zjada rozmowa
cicho szeleści ciągły brak treści

i w głowie się nie mieści...

podcięty kwiat kolejna rocznica
zapłacony uczuć abonament
jest jeszcze jedna jest tajemnica
że jest ktoś nowy niekoniecznie na stałe
sprawy zmyślone kłamstwa przesadne
emocje poniżej zera
bliskie spotkania prania wstawania
brak namiętności rzucone kości

i w głowie się nie mieści...



„kłam, kłam, kłam...”



i jak tu kłamstwo
w mniejsze odwrócić
i jak tym kłamstwem
ust nie pobrudzić
potem  sumienie
do snu ukołysać
i pisać

kłam, kłam, kłam
w kłamstwach codzienności
upadł plan
wiecznych zawiłości
dzień bez ran
tych, co są słowami
mówmy sobie prosto w oczy
żeby siebie nie przeoczyć

i jak tu kłamstwo
zapomnieć, przebaczyć
i jak w rozmowach
nigdy nie zahaczyć
a potem tylko
udawać zdziwienie
zbliżenie

kłam, kłam, kłam
w kłamstwach codzienności
upadł plan
wiecznych zawiłości
dzień bez ran
tych, co są słowami
mówmy sobie prosto w oczy
żeby siebie nie przeoczyć

i jak za kłamstwo
przeprosić, ubłagać
i jak to kłamstwo
na stałe posiadać
na zawsze przebywać
na frontach życiowych
odmowy




„Nie dotykaj mojego telefonu”   



Nie dotykaj mojego telefonu
Nie dotykaj, choć możesz po kryjomu
Nie odnajduj, nie napisanych listów
Trzystu

Ja nie wnikam wnikliwie w twoje sprawy
Twoje stany upojeń i obawy
Koleżanki, kolegów, morze kawy
Nie wnikam

Nie zaglądaj na dno serca (mego serca)
Nie prześwietlaj mojej duszy (mojej duszy)
Nie odgaduj moich myśli (moich  myśli)
Nie dotykaj telefonu
Choć cię kusi

Nie dotykaj mojego telefonu
Jeśli dotkniesz, nie mów nikomu
Zasługuję na zaufanie
Kochanie

Dla mnie ważne są tajemnice
Wszystkie grzechy już możesz policzyć
Odtąd nigdy nie będzie tak samo
Dobranoc

Nie zaglądaj na dno serca (mego serca)
Nie prześwietlaj mojej duszy (mojej duszy)
Nie odgaduj moich myśli (moich  myśli)
Nie dotykaj telefonu
Choć cię kusi



„Nigdy nie opuszczę Cię”  



nigdy nie opuszczę cię
nawet gdy opuścisz mnie
serce pęknie mi na pół
braknie słów i braknie tchu

pierwszy krok
jego wzrok
za daleko
jedna myśl
i zbiór kłamstw
tych pod ręką
tamten pan
tamten stan
tamta zdrada
nie wypada
oszukujesz się sama

nigdy nie opuszczę cię
nawet gdy opuścisz mnie
serce pęknie mi na pół
braknie słów i braknie tchu

drugi krok
skoki w bok
tajemnica
już nie ja
inny ktoś
cię zachwyca
oczy w dół
pierwsza łza
spadająca
co wytrąca z równowagi
płacząca

znajdź plan
mych ran
na mapie suchych oczu
i dam co mam
by tylko poczuć
ciebie poczuć

nigdy nie opuszczę cię
nawet gdy opuścisz mnie
serce pęknie mi na pół
braknie słów i braknie tchu




„Przebywając”



przebywając w twych ramionach
zobaczyłem, że obudził się świat
noc uciekła wystraszona
został ślad – pod twoimi powiekami ślad
nie wychodzę po angielsku
mam zasady w opuszczaniu rano nowych miejsc
zostawię list
dwa zdania w nim
już wiem że ich
nie zrozumiesz

nie przyzwyczajam się do miejsc
raczej one do mnie
nie przyzwyczajam się do miejsc
śpij spokojnie 

drzwi i sprawy zatrzaśnięte
w szybkim tempie przemykałem jak cień
moje zdjęcie jest w prezencie
spal je żywcem w popielniczce jeśli chcesz
i uprzedzam nie wydzwaniaj
poza zasięgiem będę twoich łez
wiem jestem drań
dla wielu pań
otwartych na nocnych gości

nie przyzwyczajam się do miejsc
raczej one do mnie
nie przyzwyczajam się do miejsc
śpij spokojnie



„Taki mam stan”



Taki mam stan
Że nie dam się nawrócić
Zamknij się i ucisz
Wydzwaniaj
Taki mam stan
Ja wiem, że nie odpiszesz
Do dziś odgłosy słyszę
Kochania
Taki mam stan

Próbowaliśmy rozmawiać
Omawiać, naprawiać...
Próbowaliśmy zawieszać
Poczekać
uciekać
Nasze winy topić w winie, winie, winie
W innej krainie
Wietrze wiej mrozem ścinaj, ścinaj, ścinaj
Gna mnie tam
Gdzie nas nie ma, nie ma, nie ma
Choćby na jeden dzień
Zniknąć stąd
Żyć pod prąd

Taki mam stan
Że nie dam się nawrócić
Zamknij się i ucisz
Wydzwaniaj
Taki mam stan
Ja wiem, że nie odpiszesz
Do dziś odgłosy słyszę
Kochania
Taki mam stan

Próbowaliśmy próbować
rozmawiać od nowa
próbowaliśmy kolacją
rozwiązać sytuacje
nasze grzechy retuszować
tuszować, tuszować, tuszować
spokój zachować



„Jak wrócę”



jeśli cierpisz kochanie
przez czekanie na mnie
noce mocno samotne
bezrobotne
wiadomości wysłane
pusty plik odebranych
rano mleko na stole
rozlane

jak wrócę
ugotuję ci zupę z brokułów
jak wrócę
dodam ci otuchy, przytulę
jak wrócę
zaliczymy spacery i wino
wszystko to, co mogło nas ominąć.

jeśli cierpisz kochanie
a najbardziej nad ranem
chcę przeprosić jak zwykle
nim zniknę
jeszcze tydzień przeczekaj
raczej myśl niż narzekaj
zmień czekanie
w oczekiwanie

jak wrócę
ugotuję ci zupę z brokułów
jak wrócę
dodam ci otuchy, przytulę
jak wrócę
zaliczymy spacery i wino
wszystko to, co mogło nas ominąć.



„Kolacje-wariacje”

   

pamiętam miesiące
przepływały obok mnie
każdy dzień bez Ciebie
jak w długiej kolejce
po szczęście
po miłość
ustawiam się
pamiętam miesiące
trochę lepsze, gorsze dni
już niebawem z Tobą
myślami ustami rozmową
słowami
omotam się

czasem jestem dobry i zły
małym chłopcem chcę być
i pokochaj mnie takiego wrażliwego
czasem jestem dobry i zły
małym chłopcem chcę być
obiecuje Ci tylko dobre dni

kolacje wariacje
dotykanie różnych spraw
duża lampka wina
niewinnie dotykać
zaczynam
tematów nie ruszanych
od lat
śniadania we dwoje
najpiękniejszy moment dnia
zapach czarnej kawy
problemy
wstawanie
obawy
dyskusje
o wszystkim co trwa

czasem jestem dobry i zły
małym chłopcem chcę być
i pokochaj mnie takiego wrażliwego
czasem jestem dobry i zły
małym chłopcem chcę być
obiecuje Ci tylko dobre dni



„Prośba o miłość”



To, co wynoszę
Z twoich zaproszeń
Ciągłych uniesień
Krótkich rozkoszy
To co odgadnę
Patrząc przesadnie
Oczy przymykasz
Wzroku nie skradniesz

To prośba o miłość
O prostą zażyłość
wypijam z kieliszka łzy
To prośba o miłość
O prostą zażyłość
Zbieram je
Gdy śpisz

To, co jest ważne
Wyobraźnie
Twoje przestrzenie
Zawsze docenię
Ten cały klimat
W niepewności trzyma
znowu po kryjomu
nie wracam do domu

To prośba o miłość
O prostą zażyłość
wypijam z kieliszka łzy
To prośba o miłość
O prostą zażyłość
Zbieram je
Gdy śpisz

Wiele razy ranisz
Mnie naszym rozstaniem
Ciągle ciszę słyszę
Alkohol kołysze

To prośba o miłość
O prostą zażyłość
wypijam z kieliszka łzy
To prośba o miłość
O prostą zażyłość
Zbieram je
Gdy śpisz



„Został mi po Tobie”



Został mi po tobie tylko zapach szamponu
Każdy poranek przypomina mi o tym
Nawet kiedy w pośpiechu wychodzę z domu
Na klucz zamykam kłopoty

Kiedy sam na sam ze sobą
Umówię się na dobry obrót spraw
Ogłuszony rozmową
Taką jak sprzed lat

Został mi po tobie tylko zapach szamponu
Każdy poranek przypomina mi o tym
Nawet kiedy w pośpiechu wychodzę z domu
Na klucz zamykam kłopoty

Kiedy będę w siódmym niebie
A moje myśli przefiltruje czas
Tak daleko od Ciebie
Tak mi szkoda Nas

Został mi po tobie tylko zapach szamponu
Każdy poranek przypomina mi o tym
Nawet kiedy w pośpiechu wychodzę z domu
Na klucz zamykam kłopoty